Nawigacja

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Nowe Galerie

Ostatnie artykuły

Aktualnie online

· Gości online: 3

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 888
· Najnowszy użytkownik: Leszek T

Losowa Fotka

Ankieta

Najbardziej lubię jeździć:















Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

03/09/2010 10:46
http://parelli-in...po
st_17236
może ktoś podbić?

02/09/2010 10:11
:-)

02/09/2010 10:04
Proszę Cię bardzo Wink

02/09/2010 09:54
A proszę podbić wątek o zabawkach, bo mam news'a o kostkach przeszkodowych :-)

30/08/2010 09:25
Aj, CICHO!!!

29/08/2010 13:44
Edka a jak fajnie było!

27/08/2010 13:40
Mam pilne pytanie, czy ktoś wybierający się na seminarium z Heuschmannem mógłby z Krakowa wziąć dwie osoby z dzieckiem?...

27/08/2010 10:35
Cholender, ONI tam sobie teraz na kursie z Berniem a ja w biurze Sad

26/08/2010 15:09
Aż tak zdesperowana nie jestem Grin

26/08/2010 13:52
Udać się tamże, poza kraj ;-)

Poszukiwanie prawdy na temat syndromu trzeszczkowego

Poszukiwanie prawdy na temat syndromu trzeszczkowego


Pete Ramey

ostatnia aktualizacja 28.12.2005



Copyright 2005

Syndrom trzeszczkowy jest jednym z najbardziej zdumiewających dla kowala obszarów wiedzy z dziedziny patologii kopyta. Każdy nowy tekst zaprzecza staremu, codziennie na ten temat wykonuje się ogromne ilości badań. Dobra wiadomość jest taka, że kowale studiujący kopyta dzikich koni i werkujący kopyta koni udomowionych na wzór koni żyjących w naturze, regularnie przywracają do zdrowia przypadki beznadziejne trzeszczkowców. Badacze z dziedziny weterynarii sprawdzają tę nową ścieżkę i rozszyfrowują kolejne tajemnice problemów trzeszczkowych.

Jako jeden z takich kowali, który rutynowo stara się przywracać trzeszczkowców do komfortu i użyteczności, piszę ten artykuł w nadziei, że pomoże on innym zapoznać się z aktualnymi, bardzo skutecznymi metodami, dzięki którym radzimy sobie z tym problemem. Zrozumienie istoty problemu stanowi tutaj 99% wygranej bitwy.

Dr Bowker z Michigan State University przoduje w badaniach weterynaryjnych na temat sposobu, w jaki powinny funkcjonować naturalnie ukształtowane kopyta. Stwierdził on, że lądowanie ,,od piętek'' jest najważniejsze ze względu na funkcję kopyta i co więcej - jego rozwój. Kiedy kopyto uderza w ziemię najpierw piętką, kopyto rozszerza się i sklepienie podeszwy opuszcza się, tym samym radykalnie powiększając objętość puszki kopytowej. Taka nagła zmiana w objętości powoduje powstanie podciśnienia, które zasysa krew do puszki kopytowej. Przemieszczona krew nie tylko odżywia żywe tkanki kopyta, ale działa też jako ważny hydrauliczny amortyzator wstrząsów1. Tak więc jest odwrotnie, niż mówiono większości z nas. Mnie uczono niegdyś spojrzenia na strzałkę jako coś przypominającego pompę silnika przyczepnego (dea: co to jest do jasnej anielki? :P) lub gruszkę w aparacie do mierzenia ciśnienia, czyli że strzałka wypompowuje krew w momencie uderzenia w ziemię. Tak czy inaczej, od lat wiadomo, że kopyta pomagają w krążeniu krwi, ale różnica pomiędzy nową i starą teorią leży w stwierdzeniu, że trudniej uzyskać rozszerzenie i pracę całej puszki kopytowej, niż zwykły ucisk na strzałkę. A skoro już wiemy, jak kluczowe jest rozszerzanie całego kopyta by zamortyzować wstrząsy i zapewnić koniowi długowieczność – jest to także o wiele ważniejsze.

Przedstawiam Dr. Jamesa Rooneya z American College of Veterinarian Pathologists. Specjalizuje się on w analizach pośmiertnych koni. Chociaż każdy z moich znajomych, o kim wiem, że ma więcej niż dziesięć książek o koniach, posiada jego książkę ,,Koń kulawy'' (`The Lame Horse'), jego zdumiewające odkrycia na temat zmian w trzeszczkach pozostały w dużej części niezauważone przez społeczności kowalskie i weterynaryjne. Mam nadzieję to zmienić.

Od lat wiadomo, że niektóre konie ze zmianami w trzeszczkach żyją w doskonałym zdrowiu, podczas gdy inne konie bez tak zaawansowanych zniszczeń trzeszczek wykazują ciężką kulawiznę z powodu bólu tylnej części kopyta. Od dawna zakłada się, że uszkodzenie trzeszczki następuje jako pierwszy etap schorzenia, bądź to z powodu tajemniczej choroby degeneracyjnej, problemów krążeniowych, czy też, jak stwierdziłem w mojej książce (`Making Natural Hoof Care Work For You') jako wynik reakcji ciała na nienaturalne obciążenie w tym rejonie. Nadal mogę uznać dwie z tych trzech teorii jako wyjaśniające częściowo, co się dzieje (teoria mówiąca o chorobie degeneracyjnej okazała się być z całą pewnością wierutną bzdurą). Od dawna zakładano, że ból w chorobie trzeszczkowej jest powodowany ocieraniem uszkodzonej trzeszczki kopytowej o ścięgno zginacza głębokiego palca. Gdyby tak było w istocie, to dobrowolne stawianie przez konia nogi ,,z palca'' (przyp. dea: przednia część kopyta kontaktuje się z ziemią jako pierwsza) drastycznie zwiększałoby bolesność. Gdyby tak było, koń musiałby zawiesić całą swoją wagę na ścięgnie zginacza głębokiego, czyli poruszałby się w sposób, który powoduje ból!

Dr Rooney, badając tysiące martwych koni, odkrył, że chrząstki włókniste otaczające ścięgno zginacza i trzeszczkę kopytową ZAWSZE wykazywały uszkodzenie, jeżeli sama trzeszczka była zniekształcona. Nie odnalazł ani jednego przypadku, w którym proces niszczenia rozpocząłby się od kości, a chrząstki na styku trzeszczki i ścięgna zginacza głębokiego nie byłyby jeszcze uszkodzone. Ani jednego takiego przypadku pośród tysięcy. Jeśli nie uniosłeś brwi ze zdziwienia, przeczytaj to jeszcze raz,

Najwyraźniej kolejność w jakiej następują uszkodzenia jest następująca: pierwsza jest chrząstka włóknista otaczająca trzeszczkę kopytową (podobnie jak każda choroba stawów zaczyna się na bardziej wypukłej powierzchni), drugie idą chrząstki włókniste otaczające ścięgno zginacza głębokiego, potem sam zginacz, na koniec trzeszczka jest uszkadzana przez chropowatą powierzchnię zniszczonego ścięgna zginacza głębokiego. Jak? Dlaczego? Dr Rooney też się nad tym zastanawiał. Symulując lądowanie ,,z palca'' w maszynach testowych z użyciem nóg martwych koni, udało mu się odtworzyć dokładnie początki procesu zwyrodnienia trzeszczki.

Podczas normalnego ruchu ,,z piętki'' (przyp. dea: tylna część kopyta pierwsza osiąga kontakt z ziemią), ścięgno zginacza głębokiego napina się w momencie gdy obniża się staw pęcinowy. W tej samej chwili kość kopytowa obraca się w stawie kopytowym do przodu dążąc do odbicia od ziemi (przejście pięta=>palce=>oderwanie palców od ziemi) i poluźniając zginacz. Natomiast podczas lądowania od palca, opuszczająca się pęcina również napina ścięgno tuż po uderzeniu w ziemię, ale po zetknięciu czubka kopyta z ziemią, pięta musi dotknąć ziemi, przyczyniając się do jednoczesnego napinania ścięgna zginacza (przyp. dea: ,,stopa'' przekręca się więc w innym kierunku: palce=>pięta=>palce=>oderwanie palców od ziemi). Czyli w lądowaniu z piętki jeden system naciągów napina ścięgno, a drugi je poluźnia; w lądowaniu z palca oba systemy działają jednocześnie napinająco. System trzeszczkowy obciążany jest z dużo większą siłą, niż było to kiedykolwiek zamierzeniem natury. Na tym polega największa różnica – jest to znacząco większa siła, która działa na ścięgno i kość trzeszczki. Oczywiście ta siła dodatkowo drastycznie się zwiększa jeżeli nienaturalny ruch odbywa się na twardej nawierzchni. Większa siła oznacza silniejsze tarcie, a ciągłe powtarzanie tego ruchu powoduje powstawanie uszkodzeń w tym obszarze. Na tym polega istota odkryć Dr. Rooneya, którą rozpoznawał i dokumentował przez lata (najwcześniejsza jego publikacja, do której dotarłem, była z 1974 roku!)

Od lat wiadomo, że koń może wykazywać poważną bolesność w tylnej części kopyta i nie mieć zmian w trzeszczce. Również od dawna wiemy, że konie mogą mieć poważne zmiany w trzeszczkach nie wykazując przy tym kulawizny. Dr Rooney dowiódł i opublikował, że tak naprawdę to nienaturalny ruch z palca (zwykle spowodowany unikaniem bólu w rejonie piętek) powoduje zniekształcenie trzeszczki – a nie odwrotnie, jak sądzi większość fachowców. Zrozumiałym jest, że dr Rooney jest jednym z najbardziej sfrustrowanych ludzi, jakich znam. Tysiące koni trzeszczkowych zostało niepotrzebnie unicestwionych od czasu jego wiekopomnego odkrycia. Wyprzedził czas o jakieś 40 lat.

Te teorie doskonale się zgadzają z nowszymi badaniami dr Bowkera. Skoncentrował się on na studiowaniu budowy tyłu końskiego kopyta. Kiedy koń się rodzi, wszystkie cztery kopyta ma takie same, co do najmniejszych szczegółów. Ich rozwój nie jest zakończony, to powinno nastąpić w wyniku stymulacji fizycznej.

Bazą przedniej połowy kopyta jest kość kopytowa. Podeszwa oraz ściana kopyta są ściśle do niej przymocowane, dając w efekcie solidną konstrukcję, od której koń może się odpychać podczas przemieszczania. Bazę tylnej połowy kopyta tworzą chrząstki kopytowe. Zapewnia to elastyczną ,,strefę zgniotu'', która przejmuje dużą część początkowej energii zderzenia z ziemią, podobnie jak opony w samochodzie. Kiedy rodzi się źrebak, jego chrząstki kopytowe są maleńkie, tak jak reszta jego kopytka. Mają mniej niż 1,5mm grubości i nie sięgają jeszcze nawet pod strzałkę (przyp. dea: czyli oczywiście nad, kiedy kopyto stoi na ziemi). Kiedy kopyto rośnie, rozszerzanie, zginanie i skręcanie puszki kopytowej rozwija chrząstki kopytowe. W momencie osiagnięcia dorosłości, dzikie konie mają chrząstki kopytowe rozwinięte do prawie 2,5cm grubości i litą ,,podłogę'' z chrząstki ukształtowaną pomiędzy strzałką gąbczastą i strzałką rogową (przyp. dea: strzałka rogowa popularnie nazywana jest ,,strzałką'' - to część widoczna z zewnątrz kopyta; strzałka gąbczasta, to część wewnątrz kopyta znajdująca się ponad ,,strzałką'').

Równolegle rozwija się również strzałka gąbczasta. Strzałka gąbczasta jest bardzo ważnym centrum nerwowym kopyta - większość receptorów czuciowych kopyta leży w obrębie strzałki gąbczastej. U nowonarodzonego źrebięcia strzałka gąbczasta jest zbudowana z tkanki tłuszczowej. Umożliwia to nerwom wystawienie na bodźce, które mogą ,,czuć'', ale zapewnia też odpowiednią ochronę, żeby lekki źrebak nie czuł bólu, kiedy tył jego kopyta uderza w ziemię.

Za każdym razem, kiedy kopyto zderza się z ziemią, nacisk i odpuszczenie nacisku na strzałkę powoduje, że kawałeczek chrząstki włóknistej przyrasta z przodu strzałki gąbczastej, roszerzając się ku tyłowi. Zanim dziki źrebak osiągnie wagę dorosłego konia, strzałka gabczasta powinna się przekształcić w zwartą masę chrząstki włóknistej. Daje to odpowiednią ochronę nerwom przed siłą uderzenia kopyta dorosłego konia o ziemię.

Jednakże w przypadku koni udomowionych mamy skłonność do utrzymywania źrebiąt na miękkim gruncie. Puszka kopytowa nie może się wykręcać i odkształcać, więc rozwój strzałki gąbczastej jest opóźniony. Dodatkowo skłaniamy się ku kuciu dwulatków co sprawia, że kopyto nie może się skręcać i wyginać, a w efekcie całkowicie hamuje jego rozwój. W wyniku tego bardzo często spotyka się konie o kopytach dorosłych wymiarów, które nadal mają chrząstki kopytowe o grubości nie większej niż 3mm, zamiast prawidłowo rozwiniętych o grubości 2,5cm.

Miękkie podłoże, na którym tradycyjnie dorastają źrebięta, dodatkowo ogranicza nacisk na strzałkę. Przy tym zwykle dostarczamy źrebaczkom pod nos wszystko, czego potrzebują, więc nie mają powodu, żeby przemieszczać się 20 mil dziennie, jak natura przewidziała. Zaniedbujemy też często źrebięce kopytka - pozwalamy przerosnąć piętkom, przez co nadmiernie osłaniają strzałkę, jeszcze bardziej ograniczając rosnącemu źrebakowi nacisk na nią.

W efekcie logicznym jest, że u koni udomowionych rozwój strzałki gąbczastej jest upośledzony. Tył kopyta jest zbyt wrażliwy by służyć jako ,,strefa zgniotu'', którą być powinien, więc konie wypracowują schemat lądowania z palców, żeby uniknąć bólu. Ten wzorzec ruchowy zatrzymuje rozwój tyłu kopyta.

[Możesz się w prosty sposób nauczyć wyczuwać stopień rozwoju strzałki gąbczastej palcami. Jeśli podniesiesz nogę konia i uciśniesz obszar ponad piętkami, pomiędzy chrząstkami kopytowymi, to przy dobrze rozwiniętej strzałce gabczastej wyczujesz coś dużo bardziej twardego i zwartego. Najprostszy sposób na wyrobienie sobie tej umiejętności, to macać i porównywać odczucia przy nogach przednich i zadnich. Zwróć szczególną uwagę na różne odczucia u koni z pięknymi, zdrowymi kopytami zadnich nóg przy jednoczesnych słabych przodach.]

W przypadku wielu koni udomowionych, w momencie zajeżdżania tyły ich kopyt są praktycznie nieużyteczne i konie odczuwają ból chodząc po kamienistym terenie. Problem ten można wyraźniej zauważyć w nogach przednich niż w tylnych. Większości z nas mówiono, że koń ma więcej problemów z przednimi kopytami, ponieważ 60% wagi konia i prawie cała waga jeźdźca obciążają przody. To prawda w przypadku konia, który stoi, ale kiedy zaczyna się poruszać, zad wykonuje dużo większą pracę.

Od momentu kiedy nasze źrebaki pierwszy raz dotkną ziemi, poruszają się wspaniale od zadu podczas swoich energicznych zabaw. A więc logiczne jest, że konie domowe lepiej rozwijają sobie zadnie kopyta. Ważne, żeby o tym wiedzieć. To jedyny powód, dla którego najciężej pracujące końskie nogi (zadnie) zwiększyły swoją odporność na ochwat, choroby trzeszczek i ogólnie są po prostu zdrowsze i mocniejsze. Nie stało się tak pomimo że pracują bardziej niż przody, ale dzięki temu!

Tak więc, kiedy rozmawiamy o patologii w chorobie trzeszczkowej, musimy zrozumieć, że prawdziwy problem leży w tym, że udomowione konie nie są zdolne do lądowania z piętek na miękkim podłożu, nie wspominając już o kamienistym terenie, po którym powinny się przemieszczać od urodzenia. Kiedy koń wykazuje wrażliwość na kamienistym podłożu, większość ludzi wini podeszwę, ale przyjrzyjcie się dokładnie, jak one się poruszają. Prawie w każdym przypadku będą skracać wykrok, lądować na czubkach kopyt i wychylać się do przodu. W ten sposób chronią przed urazami swoje wrażliwe strzałki i leżące pod nimi strzałki gąbczaste. Dr Bowker ustalił, że im dłużej konie poruszają się w ten sposób, tym słabsze stają się te struktury.

Ciągłe lądowanie od palca powoduje naprężenia i odrywa przyczep więzadła pomiędzy kością kopytową a trzeszczką. Trzeszczka jest częścią powierzchni pracującej w stawie pomiędzy kością kopytową a kością koronową. Kiedy koń ląduje na palcu, jego ciężar uderza w trzeszczkę w momencie, kiedy piętka dochodzi do ziemi. To powoduje ciągłe odrywanie więzadła pomiędzy kością kopytową a trzeszczką. 80% krwi dostarczanej do trzeszczki przechodzi przez to więzadło. Bowker uważa, że przyczyną wielu zmian w trzeszczkach jest zaburzenie krążenia w tym więzadle, podobnie jak próby naprawiania przyczepu tego więzadła, pozostawiające kostne wyrostki na kości kopytowej i trzeszczce.

Na Michigan State University odkryto również, że utrata masy kości często diagnozowana jako choroba trzeszczkowa jest wynikiem braku naturalnego obciążenia w tym obszarze, z powodu powtarzającego się lądowania na czubku kopyta (porównaj to z utratą masy kostnej doświadczaną przez astronautów podczas dłużyszch pobytów w nieważkości). Dr Bowker odkrywa wciąż dużo większe uszkodzenia kości kopytowej u koni trzeszczkowych, gdzie normą jest 40-60% utraty masy kości kopytowej. Wini on tutaj obciążenie peryferyczne (przyp. dea: mamy z nim do czynienia wtedy, kiedy cały ciężar konia jest niesiony przez ścianę kopyta, podeszwa i strzałka nie mają kontaktu z podłożem - najczęściej u koni podkutych i/lub zbyt rzadko werkowanych - przerośnięta ściana), lądowanie wyłącznie na ścianach bez naturalnego wspomagania podeszwy oraz lądowanie na palcach. Każda z tych sytuacji odbiera kości kopytowej naturalne obciążenie, które jest niezbędne do utrzymania zdrowia i odpowiedniego funkcjonowania kopyta.

Chociaż dr Rooney i dr Bowker odkryli odmienne przyczyny powstawania zmian w trzeszczkach, obaj niewzruszenie twierdzą, że zmiany te są skutkiem długotrwałego lądowania na palcach albo nieużywania tyłu kopyta. Dzikie konie żyjące na pustynnych wyżynach, chodzą stawiając na ziemi najpierw tył kopyta bez względu na to, po jakim terenie się poruszają2. Większość z ich udomowionych braci podskakuje z bólu, kiedy poskrobie się kopystką ich strzałkę albo podłubie w rowku strzałki, co powinno naprawdę przerazić właściciela takiego konia.

W przeszłości (i niestety w wielu miejscach dotychczas), kiedy koń celował albo lądował na czubku kopyta przy skróconym wykroku, podejrzewało się chorobę trzeszczkową. Znieczulało się nerwy w tylnej części kopyta, aby stwierdzić, czy koń tymczasowo przestaje wykazywać objawy, czasem używano czułek kowalskich, żeby sprawdzić, czy występuje ból w okolicy piętek i strzałki. Kiedy potwierdzało się, że tylna część kopyta jest obolała, robiło się prześwietlenie, żeby skontrolować stan trzeszczki kopytowej. Jeśli badanie wykazywało zmiany, dawano właścicielowi do wyboru - uśpić konia natychmiast albo kuć go ortopedycznie, żeby wycisnąć jeszcze ze skazanego na zagładę zwierzęcia rok-dwa życia. Każdego dnia obserwuję, że słabo rozwinięte strzałki gąbczaste i zginilizna strzałki rogowej mogą być przyczyną wystarczającej nadwrażliwości, żeby wywołać lądowanie od palca. Dr Rooney i dr Bowker ustalili, że preferowanie lądowania od palca powoduje uszkodzenia chrząstki włóknistej trzeszczki kopytowej i ścięgna zginacza głebokiego, oraz że zmiany w kości właściwe chorobie trzeszczkowej powstają później. Innymi słowy, to bolesność w tylnej części kopyta prowadzi do choroby trzeszczkowej. Zauważyłem osobiście, że jeżeli zajmiemy się prawdziwymi problemami powodującymi bolesność, same zmiany w obrazie trzeszczki kopytowej nie spowodują u konia objawów bólowych (zauważalnych przez nas). Smutne to, gdy pomyślimy, ile koni mogło zostać uśpionych z powodu chronicznie gnijących strzałek.

Gdy coś takiego nam się przytrafi mamy do wyboru dwie mozliwości. Po pierwsze, możemy zamaskować problem przy pomocy okrągłych podków i wkładek, upewniając się, że strzałka nigdy nie dotknie ziemi. Byłoby to zupełnie słuszne postępowanie, gdyby nie destrukcyjne siły, które zaczynają wtedy działać. Po pierwsze, im bardziej chronimy strzałkę i strzałkę gabczastą, tym bardziej tracą one swoja funkcjonalność. Prawidzwe problemy, zamaskowane poprzez walkę z objawami, w końcu i tak nas dopadną. Co gorsza - działając w ten sposób uniemożliwiamy naturalne rozszerzanie kopyta i hydrauliczną amortyzacje wstrząsów. Kiedy unosimy piętki by chronić obolałe strzałki, również układ podtrzymujący pęcinę w momencie obciążenia wagą konia nie może amortyzować wstrząsów i z anatomicznego punktu widzenia (bo tylko taki liczy się dla konia) i tak następuje wymuszenie lądowania z palca (spróbuj przebiec się w butach na obcasie albo kowbojkach, to zrozumiesz o czym mówię). Należy sobie uzmysłowić, że całe to gadanie na temat lądowania na piętkach odnosi się do naturalnego ustawienia kości w trakcie ruchu, NIE do zewnętrznej piętki, którą widzimy. Jeżeli koń stoi na sztucznie podniesionych pietkach i jakimś trafem na nich (na piętkach) wyląduje, kość kopytowa NADAL może najpierw dotykać ziemi czubkiem, co sprawi, że wciąż w niekorzystny sposób działają te same siły. Wszystkie te badania można podsumować stwierdzeniem, że długo utrzymywany pogląd, jakoby unoszenie piętek powodowało ,,luz'' na ścięgnie zginacza i w ten sposób odciążało trzeszczkę, jest nieprawdziwy. Być może sprawdza się to u konia, który stoi nieruchomo, ale u konia w ruchu sytuacja jest dokładnie odwrotna. Niska piętka, odpowiednio cofnięty punkt odbicia od ziemi, zdrowe, dobrze działające kopyto i lądowanie z piętek minimalizują naprężenia ścięgna zginacza głebokiego i co za tym idzie - rejonu trzeszczki.

Z powodu nienaturalnego ruchu i braku naturalnego mechanizmu rozprowadzania energii, większość ludzi uważa, że normalne jest, że konie maja problemy ze stawami lub grzbietem, albo że w wieku dziesięciu lat się starzeją. Prawda jest taka, że konie w naturze są zdrowe i w pełni sił witalnych średnio trzykrotnie dłużej niż udomowione2. Jednym z ważniejszych powodów tej drastycznej różnicy jest obciążenie pracą, jakie narzucamy ich ciałom, przy bardzo nienaturalnym modelu ruchu, kŧóry tutaj omawiamy.

Nie mam nic przeciwko dyskutowaniu z ludźmi na temat ,,kuć czy nie kuć''. Wyedukowany kowal potrafi przytoczyć całkiem chwytliwe argumenty przemawiające za kuciem koni, a gorąca debata rozgrzewa mi krew w żyłach. Jednakże, w świetle nowoczesnych badań nad rozwojem kopyta, skromnie twierdzę, że weterynarze powinni pierwsi rzucić kamieniem, ilekroć ktoś okuje konia zanim rozwiną mu się wewnętrzne struktury kopyta!

Co więc powinniśmy robić kiedy mamy do czynienia z koniem trzeszczkowym? Napraw właściwe problemy. Robi się to, przywracając strzałki i strzałki gąbczaste do pracy. (Mam nadzieję, że nikt nie będzie próbował się uczyć werkowania z tego artykułu. Napisałem całą książkę, niezliczone artykuły i jestem małą cząstką dużego programu szkoleniowego, AANHCP - tam szukaj wiedzy praktycznej o werkowaniu). Podeszwa kopyta musi być pozostawiona w spokoju, podczas gdy piętki będą stopniowo obniżane, aby zwiększać nacisk na strzałkę w takim tempie, jakie koń może znieść. To przypomina chodzenie po linie. Jeśli będziesz szedł zbyt wolno, nie zrobisz postępów. Jeśli zrobisz to za szybko, koń będzie miał nadwrażliwy tył kopyta, co sprawi, że i tak będzie stąpał z palca. (przeczytaj ,,Wysokość piętek - czynnik decyzyjny'' na www.hoofrehab.com). Umiejętność chodzenia po tej linie rozróżnia mistrzów od ,,hackerów'' w werkowaniu kopyt. Unikaj strugania strzałki, innego niż wycinanie tkanki i tak zniszczonej przez chorobę. Powinno się jej pozwolić upakować się w gęstą strukturę rogową, podobną do podeszwy. Utrzymaj ,,punkt odbicia'' (przyp. dea: breakover - znajduje się plusminus pod czubkiem kości kopytowej, a przynajmniej tam się powinien znajdować, chyba, że pazur jest za długi) z tyłu, gdzie być powinien, w odniesieniu do kości kopytowej (przeczytaj ,,Punkt odbicia'' na www.hoofrehab.com).

Zrób wszystko co w Twojej mocy, aby osuszyć środowisko, w którym przebywa koń. Dobrze zdrenowane padoki i stanowiska lub wybiegi wysypane głębokim żwirem o ziarnach wielkości grochu powinny stanowić część końskiego środowiska, jeżeli stajnia znajduje się na terenie podmokłym. To zaskakująco tanie i łatwe do utrzymania rozwiązanie. (Dr Bowker idzie o krok dalej i mówi - ,,musisz trzymać konia na takim podłożu, po jakim chcesz jeździć'', ale on ma prawo być nieco bardziej stanowczy niż ja, nieprawdaż...) Umożliw wiele ruchu na wolnym powietrzu z innymi końmi i staraj się często jeździć po podłożu, na którym Twój koń jest w stanie lądować od piętek. Do jazdy w terenie, który wymusza lądowanie z palca lub wywołuje u konia bolesność, używaj butów dla koni (osobiście w większości przypadków wybieram Easyboot Epics), Przez resztę czasu pozwól koniowi chodzić boso. Ziemia wzmocni tył kopyta, a unoszenie strzałek ponad poziom ziemi i upośledzenie stymulacji i krążenia za pomocą stałej podkowy może pracować tylko na nasza niekorzyść.

Konie z gorszą kondycją zdrowotną strzałek i strzałek gąbczastych często wykazują kulawiznę i/lub dobrowolne lądowanie od palca na każdym podłożu, nawet w końskich butach lub podkowach. Odkryłem, że kiedy dodam piankową wkładkę w bucie pod strzałką, konie te natychmiast zaczynają poruszać się poprawnie i nie czują niewygody. Ponieważ sam but bardzo skutecznie chroni przed naciskiem na strzałkę, a dodanie wkładki drastycznie zwiększa nacisk w tym obszarze, mogę przypuszczać, że ból, który likwiduje, jest powodowany wibracjami, a nie naciskiem. Prawdopodobnie wygłuszanie wibracji jest istotną rolą strzałki i strzałki gąbczastej i wkładka sztucznie imituje ten efekt. Konie tu opisywane robią bardzo duże postepy w procesie leczenia, jeżeli są często stymulowane w taki właśnie sposób.

Używam do tego celu butów Epic i docinam neoprenowe podkładki pod siodła na wkładki. (nowa wkładka będzie dostępna w ofercie Easycare od stycznia 2006, jest dużo wytrzymalsza niż podkładki pod siodło) [przyp. dea: oczywiście są już dostępne wkładki do butów, różnej twardości i grubości, a wersja ekonomiczna to cięta karimata ;)] Jeżeli but pasuje na konia idealnie, wycinam trójkatny klin w kształcie strzałki, przyklejam go jednym kawałkiem taśmy klejącej do kopyta i zakładam but. Jeżeli but jest na konia odrobinę za duży, wycinam wkladkę zajmującą całą podeszwę (wewnątrz) buta. To powoduje, że buty zaczynają się różnić - lewy i prawy - i trzeba je odpowiednio oznaczyć.

Możesz poeksperymentować z różnymi kombinacjami wkładek i prawie zawsze znajdziesz taki układ, który da koniowi komfort, kiedy nic innego nie było w stanie mu go zapewnić. Wiele kilometrów ćwiczeń z takim zestawem rozwinie wewnętrzne struktury kopyta szybciej niż jakakolwiek inna znana mi metoda i pozwoli ci wsiąść na konia, kiedy nic innego nie dałoby ci takiej możliwości. W przypadku koni trzeszczkowych to działa jak magia! (przeczytaj proszę artykuł ,,Buty i wkładki'' na www.hoofrehab.com, aby zobaczyć bardziej szczegółowe opisy i obrazki)

Strzałki i strzałki gąbczaste bardzo szybko się wzmocnią i koniowi będzie wygodniej. Jeżeli kość trzeszczki jest uszkodzona, uszkodzenie pozostanie na długo potem, jak koń będzie sprawiał wrażenie zdrowego, ale koń prawdopodobnie nie będzie na nie zważał. Niektórzy mówią, że zniszczone kości moga się z czasem odbudować, ale wygląda na to, że nikogo to nie interesuje, kiedy już koń poczuje się lepiej, więc nigdy nie słyszałem, żeby ktokolwiek próbował tego dowieść lub udokumentować. Ucieszyła mnie natomiast wiadomość, że dr Bowker metodycznie dokumentuje postępującą poprawę zdrowia kopyta u wielu koni trzeszczkowych. Nie mogę się doczekać, kiedy opublikuje wyniki.

Dr Rooney utrzymuje, że kiedy nastąpi uszkodzenie kości, jest ono nieodwracalne. Z drugiej strony, szokująco często, widziałem na własne oczy takie konie powracające do użytkowania i widocznego zadowolenia. Kiedy tak przerzucaliśmy się rozbieżnymi na ten temat opiniami, doszedłem do wniosku, że będziemy musieli się ,,zgodzić, że się nie zgadzamy''. Wtedy zdałem sobie sprawę, że mówimy o dwóch różnych sprawach. Użyję siebie jako przykładu. Jako nastolatek wsiadłem do nieodpowiedniego samochodu i w efekcie cztery kręgi w dolnej części pleców mam przez chirurgów zespolone w jeden. Moje nadgarstki są trwale uszkodzone przez zwisy na palcach, praktykowane przy okazji uprawiania wspinaczki skałkowej. Rowery górskie zajęły się moimi ramionami. Bieganie po wyschniętych łożyskach strumieni załatwiło mi kolana. Czy to możliwe, żeby uczynić mnie klinicznie czystym pod względem zdrowia? Nie. Moje prześwietlenia będą zawsze wykazywać błędy z przeszłości, a dobre próby zgięciowe prawdopodobnie mogłyby mnie ,,pokręcić'' na trzy dni. A jednak jestem bardzo szczęśliwy i wykonuję jeden z najbardziej wymagających fizycznie zawodów znanych człowiekowi, z szerokim uśmiechem na twarzy. To mi wystarczy i prawdopodobnie trzeszczkowym koniom również.

Kiedy potraktujemy zmiany kości trzeszczkowej po prostu jako objaw utraty funkcjonalności i nadwrażliwości tylnej części kopyta, przywrócenie zdrowia zwykle staje się łatwym zadaniem. Osobiście widziałem wiele koni z potwierdzonymi zmianami trzeszczek, które cierpiały latami, podczas gdy własciciele podpisywali rachunki za kucie ortopedyczne, by potem zobaczyć, jak wracają do pełnej sprawności w przeciągu dni od zastosowania poprawnego werkowania, gdy da im się szansę pochodzić boso. Czasami to oczywiście bardziej długotrwały proces, ale jeszcze nie doświadczyłem nieuleczalnego przypadku trzeszczkowca. (Tak, wiem, że w końcu nadejdzie ten dzień, ale napisałem to samo w mojej książce - 5 lat temu. Nadal czekam.) Najlepsza rzecz, którą czytelnik może wynieść z tej całej dyskusji, to że tego wszystkiego można uniknąć. To, jak długie życie będzie miał nasz koń oraz jaka będzie jego jakość, rozsądza się na wczesnym etapie jego rozwoju. Zajmij się kopytami swojego źrebaka, zapewnij mu dużo ruchu i pozwól przez pewien czas pobyć na suchym, nierównym terenie. Upewnij się, czy strzałki i strzałki gąbczaste twojego konia są dosyć mocne, by pozwolić mu na długi wykrok i lądowanie od piętek we wszystkich sytuacjach. To bardzo zaprocentuje w przyszłości.



1 - Hemodynamics; Bowker. Możesz przejść bezpośrednio do jego opublikowanych badań z działu Linki na mojej stronie, jeśli nie pasują Ci moje laickie interpretacje.
2 - The Natural Horse; Jackson.

Komentarze

#1 | TomC dnia luty 05 2009 14:17:10
Dea, dziękuję za ten artykuł. Na internetowej (polskiej)pustyni kopytowej to prawdziwe źródełko wiedzy. Dla mnie to kolejny argument w rozmowach z gorącymi zwolennikami kucia konia "dla jego zdrowia". W tekście jest odnośnik do innych artykułów: ,,Wysokość piętek - czynnik decyzyjny'' i ,,Punkt odbicia'' . Planujesz może ich tłumaczenie?
#2 | dea dnia luty 12 2009 16:59:46
Mam taki plan Smile
Póki co, koleżanka z sąsiedniego forum zabrała się za tłumaczenie artykułu o piętkach i zogodziła na opublikowanie tutaj.
,,Punkt odbicia'' w mojej kolejce, ale na razie z czasem kiepsko...
#3 | Thilnen dnia luty 14 2009 13:16:35
Dzięki dea, również za Twoje dopiski, które wiele mi rozjaśniły Smile
#4 | Samba Bati dnia luty 14 2009 13:53:38
Wielkie dzieki za artykul!To dopiero poczatek mojej edukacji,slabo znam angielski wiec tylko tlumaczenia sa dla mnie przydatne.Jeszcze raz dzieki i prosba o wiecej,prosze w imieniu mojego karego lobuzaWinkmoze to poskutkuje?Wink
#5 | windhors dnia wrzesień 24 2009 16:59:26
hey, proponuję po sięgnięcie do książek "Ochwat" oraz "Kucie zło konieczne?", które stały się dla mnie samego kopalnią złota. Właśnie mam u siebie konia, który jest ochwacony i to on zmusił mnie do zgłębienia tematu kopyt. Całe bzdety na temat stawiania kopyta z palców (takie stanie uśmierza ból poprzez zatrzymanie krążenia krwi w kopycie) są przykrywką dla "kowali" i "weterynarzy", którzy zarabiają pieniądze na kuciu koni - jak TomC wspomniał "dla jego zdrowia". Poczytajcie proszę wyżej wymienione książki dr weterynarii Pani Strasser, które to przybliżą Wam dlaczego powstają skostnienia chrząstki, zwyrodnienia kości kopytowej jak również zespół trzeszczkowy. Dlaczego żaden z wymienionych ponów doktorów nie wspomina o uszkodzeniach jakie powstają podczas kucia ortopedycznego -"leczniczego"- w przedniej części kopyta - uszkodzenie lamel, blokada tętnic, ropa w kopycie itd. (poruszyć problem drażliwy, ale nikomu się nie narazić-to problem tych panów). Zachęcam do lektury. Dea dzięki za poruszenie tego tematu - Pete Ramey ,jako kowalowi, nie łatwo pewnie w jego środowisku, skoro porusza tak trudny dla nich temat. Pozostając tylko przy werkowaniu wielu pseudo kowali nie zarobi na chleb. Natomiast ci, którzy jak on, zechcą zauważyć problemy i zmienią swój sposób pracy, z całą pewnością będą doceniani. PS (po rozkuciu i werkowaniu metodą Pani dr Straser koń powraca do zdrowia). Proponuję hasło dla tego postu: Bosy koń - zdrowy koń.
#6 | sucha dnia grudzień 09 2009 00:22:13
dziekuje nie powiem ze dal mi artykol do myslenia i byc moze zrewiduje moje zamierzeni odnosnie wychowu mojego zrebcaGrin

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 0% [Brak oceny]
Bardzo dobre Bardzo dobre 100% [1 głos]
Dobre Dobre 0% [Brak oceny]
Średnie Średnie 0% [Brak oceny]
Słabe Słabe 0% [Brak oceny]
Wygenerowano w sekund: 0.09
1,272,761 Unikalnych wizyt